youcantouchme...

Podoba ci się tu? Śledź tego bloga przez RSS » Czym jest RSS?

przeskocz do menu ↓

Muzyczne wycieczki (2)

"Było w nas tyle humorów i blasku 

Teraz życie nam dostarcza więcej powodów do wrzasku"

Track 6, Tylko dla dorosłych, O.S.T.R

Kobiety też zdradzają (8)

Nie wiem jak Was ale mnie męczy i dręczy popularny obraz, lansowany w niemal wszystkich mediach: facet to zdradliwa świnia, nie warto mu ufać.


Znakiem szczególnym XX/XXI wieku stało się piętnowanie męskich nieuczciwych praktyk i całkowite wyłącznie ich kobiecych odpowiedników. Wniosek płynący z mediów jest jeden i podstawowy: my zdradzamy, kobiety nie. A jeśli już, to tylko dlatego, że były zaniedbane, niekochane, ich mężczyzna nie poświęcał im dość czasu czy po prostu uległy pokusie. Zawsze znajdzie się milion powodów dla których kobieta mogła zdradzić. Facet? Wiadomo, to świnia.

Poniekąd temu jesteśmy winni sami - o ile kobiety uwielbiają "chwalić" się tym, że zostały zdradzone, kończyć związki, reagować bardzo emocjonalnie, faceci zamykają się w sobie. Tłumią emocje, próbują coś ratować, racjonalizować. Po prostu nie wypada przyznać się, że kobieta nas zdradziła. Świadczy to po prostu o naszej słabości.

A w rzeczywistości? W rzeczywistości, wg mnie, każda kobieta  w związku, miała przynajmniej jedną przygodę/propozycję. I większość z nich z tej okazji skorzystała/skorzysta.

O małżeństwie, seksie przed i życiu po... (2)

Nigdy specjalnie nie przejmowałem się konwenansami i zasadami "starszych". Kompletnie nie przejmowałem się zasadami narzuconymi przez religię czy kościół.


Aż do niedawna.

Nie oznacza to, że się jakoś nawróciłem czy zacząłem słuchać radia na "m". Dotarł do mnie natomiast sens jednej z reguł dotyczącej tzw. seksu przedmałżeńskiego i mieszkania razem przed ślubem. I jak przystało na mnie, zrozumiałem to w sposób zupełnie odmienny, który jest powszechnie lansowany. Podstawowy problem, z perspektywy młodego człowieka, to lansowanie tych rzeczy jako grzech. To zamykanie tej części w życiach w kategorii zła, gdzie występują tylko dwie postawy: dobra i zła.

Z tej perspektywy, ta zasada się obecnie nie sprawdza. Po pierwsze dlatego, że wszystko co zakazane, jest tym ciekawsze. Po drugie, nikt nie będzie nam mówił, jak chcemy żyć. A wystarczy powiedzieć o tym tak, jak to jest w rzeczywistości - poznajemy kogoś, kto jawi nam się jak ta druga połówka jabłka. Podporządkowujemy tej osobie całe swoje życie i zaczynamy snuć dalekosiężne plany. Jest nieziemski seks, zamieszkujemy razem, zaczynamy razem dzielić życie i podejmować decyzje. I po jakimś tam czasie, pojawia się propozycja "zaobrączkowania się". A potem, po dwóch-trzech latach kryzys i rozstanie, rozwody, niechciane dzieci. Dlaczego?

Dlaczego?

Bo w głowie każdego z nas, niezależnie od tego jak bardzo wierzymy, jakie wychowanie odebraliśmy, jakie mamy poglądy na świat, mimo wszystko, małżeństwo to coś wyjątkowego. A tu okazuje się, że nie. Po tygodniu mija podniosła atmosfera i zostajemy tam, gdzie byliśmy już wcześniej. Myślę, że to główny powód tak wielu rozczarowań - skoro już żyliśmy jak małżeństwo, to nie odczujemy kompletnie ŻADNEJ różnicy po akcie/odebraniu sakramentu.

Zatem - oddawajcie się hedonistycznym pokusom, korzystajcie z życia bo jest ono krótkie, ale kiedy spotkacie tę "jedyną" czy tego "jedynego", spróbujcie zachować coś na "później". Zachowajcie jakąś część siebie, którą obdarzycie siebie nawzajem dopiero wtedy, kiedy uznacie, że nadszedł na was czas.